piątek, 6 kwietnia 2007

03.04.2007

Czas pędzi, wyjazd do Bolonii już za plecami, nowe rzeczy się dzieją. Kilka newsów z pola (w terminologi angielskie tak to właśnie brzmi: from the field).

Wizyta w Kamionce kilka dni temu to prawdziwy konkret.

1. Przyłapałem Kozę - dziennikarza z Naszej Gazety Nidzickiej in flagranti z sołtysową na sesji fotograficznej do materiału o wiosce garncarskiej. Zdaje się, że nawet zmieściłem się im do kadru :) Z Kozą to ja będę musiał jeszcze sobie porozmawiać...

2. Rozmowa z prezesem "My chcemy" czyli panem Zbyszkiem dała nowe inspiracje i kierunki działania rozwoju stowarzyszenia. Ja stoję na stanowisku, że potrzebny jest jasno zdefiniowany cel, najlepiej praktyczny, który przemówi do wyobraźni mieszkańców. Na szczęście dziarskich chłopców ze stowarzyszenia nie trzeba już przekonywać do suszarni. No więc przez dwie godziny debatowaliśmy nad projektem w efekcie czego rozpisaliśmy zadania, które we trzech (oni dwaj prezesowie i ja) musielibyśmy wykonać, że poważnie myśleć o złożeniu wniosku do fundacji. Wyszło nam tak:

a) suszarnia powinna być lekką szklano-drewnianą konstrukcją, która musi zostać zaprojektowana przez specjalistę – trzeba poszukać projektanta (ja)

b) należy poszukać działek na terenie wsi, które są własnością gminną – te działki należy odszukać w wykazie gruntów a następnie dopytać się jakie byłyby potrzebne pozwolenia na postawienie na nich suszarni. (Zbyszek - prezes)

c) należy zorientować się w rynkach zbytu i potencjalnych zyskach z produkcji i sprzedaży ziół. (Adam - wiceprezes)

d) jakoś po świętach jedziemy na lawendowe pole (ja,my)

3. W punkcie trzecim mojej wizyty przysłużyłem się społeczności lokalnej przewożąc sołtysowej na rowerze chyba z 5 kilo jaj zakupione w sąsiednich Pawlikach. Nie stłukło się ani jedno! :) Po drodze robiliśmy inspekcję "wyremontowanej" drogi pomstując na niedbalstwo i fuszerkę drogowców. No bo kto to widział, żeby zasypać dziury w drodze sypkim żwirem a spychaczem przejechać tak, że na poboczach porobiły się zwały? No kto? No ale przy okazji zobaczyłem Pawliki i sławny plac, na którym ma stanąć boisko i plac zabaw dla dzieci.

4. Ten piękny dzień zakończyłem drożdżówką w wykonaniu sołtysowej w towarzystwie herbaty miętowej. W kuchni.

5. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku odjechałem w stronę zachodzącego słońca, a mój rower niósł mnie lekko (i bezawaryjnie) przez całą 7 kilometrową drogę do Nidzicy.

PS Po drodze odwiedziłem księdza w Kanigowie z którym uciąłem sobie sympatyczną pogawędkę o światowej polityce, kryzysie na Bliskim Wschodzie i efekcie motyla. "Miło" - jak na pożegnanie stwierdził wyżej wymieniony.


Sfuszerowana droga to ta, a wieś za nami to Kamionka.


Tu na razie jest ściernisko, ale będzie boisko. Mam pewność, że pani Zosia załatwi co trzeba, choćby wszyscy pukali się w czoło. Jest chyba tą kobietą, która stała się inspiracją znanego przysłowia o babie i diable.


Brak komentarzy: