Miszka w chacjendzie sciagnietej z gor, zaczynala na kawalku laki. Sasiad pomogl zaorac i uzyznic wapnem. Sama pikowala i sadzila. Ma juz 0.5 ha ale nie nosi sie z zamiarem poszerzania uprawy: musialaby wtedy zaangazowac maszyny i sciagac ludzi, a stoi na stanowisku, ze wtedy to juz nie frajda.
Widzielismy sie takze z prezesem stowarzyszenia "Reka dzielo". Opowiedzial o dzialanosci i jarmarkach jakie organizuja i ze stowarzyszenie wplywa doskonale integracyjnie na lokalnych wytworcow. podpowiedzial tez mozliwosc zarobku jako producenci wiejskich przysmakow, ktore z powodzeniem sa sprzedawane w Olsztynie w sieci sklepow.
Tak to wlasnie wygladalo w telegraficznym skrocie.
Dla zainteresowanych:
aha, i fragment artukulu z "Zielonego sztandaru"
Nie wszyscy zielarze idą w masowość i hurt.Są i tacy, którzy uprawiają przetwarzają i sprzedają zielarskie produkty sami. Dla nich zielarstwo to styl życia. Lawendowe pola Joanny Posoch ciągną się na pół hektara w warmińskiej wiosce Nowe Kawkowo. Wysiane z nasion rośliny po dwóch latach dały pierwszy zbiór. Joanna Posoch ma manufakturę kosmetyczną, w której sama wyrabia kremy i toniki z dodatkiem lawendy. W przydomowym sklepiku sprzedaje suche bukiety „saszetki zapachowe z suszoną lawendą”. Robi też nalewki lecznicze na lawendzie i szałwi.–
Nie mam kłopotów z klientami. Sami mnie znajdują (mam stronę w Internecie). Lawenda budzi pozytywne skojarzenia, jest romantyczna. Zresztą wiele ziół ma działanie pozytywne nie tylko na ludzki organizm, ale i psychikę. W średniowieczu uważano, że dodanie ogórecznika do napoju podawanego rycerzom zwiększa ich odwagę na turniejach – opowiada Joanna Posoch.
