





czyli animator na rubieży
Marek R* zapytał mnie, co znaczy, kiedy mówiąc o Kamionce i projekcie suszarni używam sformułowań: "MY planujemy", "MY chcemy". To poważne pytanie o pozycję animatora w społeczności, w której pracuje. O jego tam miejsce. Jeśli chodzi o mnie wydaje mi się, że zacząłem utożsamiać się już z ludźmi z Kamionki, przynajmniej z niektórymi: z p. Zosią, Zbyszkiem, Justyną i Adamem. Zaczęło mi zależeć na wprowadzaniu zmian RAZEM z nimi. Na wyszukiwaniu tych zmian i lokowaniu się w nich. Nie z boku ale wespół, jako członek grupy przejmujący współodpowiedzialność za projekt. Inna rzecz, że zadziałała tu prosta zasada: kogo pomysł - tego wykonanie. Jest taka presja. Nie było pomysłu - podrzuciłem go, a że okazało się, że celnie, to się przyjął. Dużo rozmawialiśmy na jego temat, każdy dorzucił coś swojego, staram się sterować procesem tak, żeby pozostawiać maximum miejsca na ich potrzeby i wizje. Sam jednak napisałem wniosek. Może to był błąd. Czas gonił, nie było czasu na warsztatową pracę. Wyobrażam sobie jednak, że na podstawie pomysłu budowy suszarni, używając konkretnego wniosku do FWW i możliwości zdobycia realnych pieniędzy w konkretnym terminie (przyznaję: jako marchewka na kiju) można było zorganizować coś w rodzaju wspólnych warsztatów, na których każdy pisałby własną propozycję wypełnienia poszczególnych punktów w formularzu. Może to by inaczej zadziałało, może byłoby bardziej postrzegane jako ich pomysł, a nie mój. Uważam jednak, że w sytuacji kiedy terminy gonią - myśli i pomysły powinna formułować jedna osoba, a póki co mam w tym większe od nich doświadczenie.
W tle tego wywodu majaczy mi też pytanie o uzurpację, o roszczenie sobie bycia kimś w rodzaju zbawiciela. Czy nie przejmuję za dużo kompetencji w imię uszczęśliwiania innych? Już się z tego tłumaczę. W pracy animatora towarzyszy mi myśl, że na PUSTKOWIU IDEI, jakim jest Kamionka - sytuacji wynikającej z braku rozpoznania MOŻLIWOŚCI własnego rozwoju - potrzebny jest ktoś, kto poprzez KONKRET rozrusza DZIAłANIE. Potrzebny jest mój własny przykład i zaangażowanie, a nie uświadamianie czy naświetlanie możliwości. Już się raz naciąłem pracując z księdzem z Kanigowa. Samo ukazanie możliwości nie poskutkowało żadnymi efektami (dostał ode mnie półtora miesiąca temu informację o "Kulturze bliskiej" i możliwości sfinasowania z tego programu renowacji cmentarza - odtąd nie odezwał się do mnie ani razu). Zatem staram się pracować animacyjnie poprzez tworzenie FAKTÓW a nie ich MIRAŻY. Chcę przez fakty tworzyć zaczyn do ROZWOJU. Faktem jest złożenie wniosku na konkretny, wynikający z potrzeb, projekt. Faktem będzie otrzymanie pieniędzy i jego realizacja. A przy tym, przynajmniej na początku, potrzebny jest mój aktywny udział i pełne utożsamienie z projektem, który co prawda sam podrzuciłem, ale który w przyszłości ma stać się ich w 100 %.
Jest też drugie pytanie: czy mam prawo angażować się w projekt w sytuacji, kiedy moja obecność w Kamionce powoli dobiega końca (choć zostały jeszcze 4 miesiące), kiedy będę musiał powiedzieć bye, bye, radźcie sobie sami. Głęboko wierzę, że jeśli umiejętnie będę sterował procesem zaprzęgania ludzi do konkretnych w nim czynności, w krótkim czasie uzyskam zupełnego przejęcie go. Tak działa instytucja stażu w korporacjach. Stażysta od niewielkich zadań przechodzi do coraz poważniejszych, aż sam, nie wiedząc kiedy, staje się samodzielnym podmiotem w firmie. Uważam, że projekt suszarni jest bardziej trafiony od innych moich dotychczasowych pomysłów. Nawet jeśli wydaje się, że to pomysł zbyt mój, udało się już wypracować żyzne podglebie dla niego - zaangażowanie i utożsamienie. Jeśli się powiedzie otrzymanie pieniędzy jestem pewien, że z moją bardzo niewielką pomocą potrafią go przeprowadzić. Bo determinację mają wielką. Zupełnie inaczej niż w przypadku wystawy i ogrodów.
Ale to już materiał na kolejny odcinek.





