środa, 25 kwietnia 2007
raz na wozie raz pod wozem
Nie dostaliśmy pieniędzy z J&S na "Siłę trzech" czyli projekt aktywizacji młodych w Kamionce, Kanigowie i Pawlikach.
nie poddajemy się zwątpieniu...
Za to Stowarzyszenie "My chcemy" zostało zarejestrowane.
Jeszcze REGON, NIP, konto, zebranie no i i informacja na tablicę koło sołtysowej, że po raz pierwszy w historii mieszkańcy się stowarzyszyli. Ale jazda!
sobota, 21 kwietnia 2007
rachunek sumienia
Marek R* zapytał mnie, co znaczy, kiedy mówiąc o Kamionce i projekcie suszarni używam sformułowań: "MY planujemy", "MY chcemy". To poważne pytanie o pozycję animatora w społeczności, w której pracuje. O jego tam miejsce. Jeśli chodzi o mnie wydaje mi się, że zacząłem utożsamiać się już z ludźmi z Kamionki, przynajmniej z niektórymi: z p. Zosią, Zbyszkiem, Justyną i Adamem. Zaczęło mi zależeć na wprowadzaniu zmian RAZEM z nimi. Na wyszukiwaniu tych zmian i lokowaniu się w nich. Nie z boku ale wespół, jako członek grupy przejmujący współodpowiedzialność za projekt. Inna rzecz, że zadziałała tu prosta zasada: kogo pomysł - tego wykonanie. Jest taka presja. Nie było pomysłu - podrzuciłem go, a że okazało się, że celnie, to się przyjął. Dużo rozmawialiśmy na jego temat, każdy dorzucił coś swojego, staram się sterować procesem tak, żeby pozostawiać maximum miejsca na ich potrzeby i wizje. Sam jednak napisałem wniosek. Może to był błąd. Czas gonił, nie było czasu na warsztatową pracę. Wyobrażam sobie jednak, że na podstawie pomysłu budowy suszarni, używając konkretnego wniosku do FWW i możliwości zdobycia realnych pieniędzy w konkretnym terminie (przyznaję: jako marchewka na kiju) można było zorganizować coś w rodzaju wspólnych warsztatów, na których każdy pisałby własną propozycję wypełnienia poszczególnych punktów w formularzu. Może to by inaczej zadziałało, może byłoby bardziej postrzegane jako ich pomysł, a nie mój. Uważam jednak, że w sytuacji kiedy terminy gonią - myśli i pomysły powinna formułować jedna osoba, a póki co mam w tym większe od nich doświadczenie.
W tle tego wywodu majaczy mi też pytanie o uzurpację, o roszczenie sobie bycia kimś w rodzaju zbawiciela. Czy nie przejmuję za dużo kompetencji w imię uszczęśliwiania innych? Już się z tego tłumaczę. W pracy animatora towarzyszy mi myśl, że na PUSTKOWIU IDEI, jakim jest Kamionka - sytuacji wynikającej z braku rozpoznania MOŻLIWOŚCI własnego rozwoju - potrzebny jest ktoś, kto poprzez KONKRET rozrusza DZIAłANIE. Potrzebny jest mój własny przykład i zaangażowanie, a nie uświadamianie czy naświetlanie możliwości. Już się raz naciąłem pracując z księdzem z Kanigowa. Samo ukazanie możliwości nie poskutkowało żadnymi efektami (dostał ode mnie półtora miesiąca temu informację o "Kulturze bliskiej" i możliwości sfinasowania z tego programu renowacji cmentarza - odtąd nie odezwał się do mnie ani razu). Zatem staram się pracować animacyjnie poprzez tworzenie FAKTÓW a nie ich MIRAŻY. Chcę przez fakty tworzyć zaczyn do ROZWOJU. Faktem jest złożenie wniosku na konkretny, wynikający z potrzeb, projekt. Faktem będzie otrzymanie pieniędzy i jego realizacja. A przy tym, przynajmniej na początku, potrzebny jest mój aktywny udział i pełne utożsamienie z projektem, który co prawda sam podrzuciłem, ale który w przyszłości ma stać się ich w 100 %.
Jest też drugie pytanie: czy mam prawo angażować się w projekt w sytuacji, kiedy moja obecność w Kamionce powoli dobiega końca (choć zostały jeszcze 4 miesiące), kiedy będę musiał powiedzieć bye, bye, radźcie sobie sami. Głęboko wierzę, że jeśli umiejętnie będę sterował procesem zaprzęgania ludzi do konkretnych w nim czynności, w krótkim czasie uzyskam zupełnego przejęcie go. Tak działa instytucja stażu w korporacjach. Stażysta od niewielkich zadań przechodzi do coraz poważniejszych, aż sam, nie wiedząc kiedy, staje się samodzielnym podmiotem w firmie. Uważam, że projekt suszarni jest bardziej trafiony od innych moich dotychczasowych pomysłów. Nawet jeśli wydaje się, że to pomysł zbyt mój, udało się już wypracować żyzne podglebie dla niego - zaangażowanie i utożsamienie. Jeśli się powiedzie otrzymanie pieniędzy jestem pewien, że z moją bardzo niewielką pomocą potrafią go przeprowadzić. Bo determinację mają wielką. Zupełnie inaczej niż w przypadku wystawy i ogrodów.
Ale to już materiał na kolejny odcinek.
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
mała rocznica
to były czasy...
poniedziałek, 9 kwietnia 2007
Kolęda przedwielkanocna


U O* smutno. Zastałem tylko babcię w towarzystwie siostry, w paskudnym humorze, z objawami depresji, świeżo po wyjściu ze szpitala, do którego trafiła już któryś raz z rzędu. Dotrzymałem towarzystawa starszym panią. Nie obyło się bez ciasta ale już nie dałem rady zjeść w całości. Potem przyjechała Justyna z mamą. Wracały prosto z pracy - od tygodnia przygotowują wesele - trochę grosza wpadnie, ale coś za coś - świąt nie przygotują tak jakby chciały. W niedzielę wielkanocną znów do pracy.



W poczuciu dobrze spełnionego zadania animator wracał następującą kombinacją środków lokomocji :

w towarzystwie pięknych pań.
piątek, 6 kwietnia 2007
03.04.2007
Wizyta w Kamionce kilka dni temu to prawdziwy konkret.
1. Przyłapałem Kozę - dziennikarza z Naszej Gazety Nidzickiej in flagranti z sołtysową na sesji fotograficznej do materiału o wiosce garncarskiej. Zdaje się, że nawet zmieściłem się im do kadru :) Z Kozą to ja będę musiał jeszcze sobie porozmawiać...
2. Rozmowa z prezesem "My chcemy" czyli panem Zbyszkiem dała nowe inspiracje i kierunki działania rozwoju stowarzyszenia. Ja stoję na stanowisku, że potrzebny jest jasno zdefiniowany cel, najlepiej praktyczny, który przemówi do wyobraźni mieszkańców. Na szczęście dziarskich chłopców ze stowarzyszenia nie trzeba już przekonywać do suszarni. No więc przez dwie godziny debatowaliśmy nad projektem w efekcie czego rozpisaliśmy zadania, które we trzech (oni dwaj prezesowie i ja) musielibyśmy wykonać, że poważnie myśleć o złożeniu wniosku do fundacji. Wyszło nam tak:
a) suszarnia powinna być lekką szklano-drewnianą konstrukcją, która musi zostać zaprojektowana przez specjalistę – trzeba poszukać projektanta (ja)
b) należy poszukać działek na terenie wsi, które są własnością gminną – te działki należy odszukać w wykazie gruntów a następnie dopytać się jakie byłyby potrzebne pozwolenia na postawienie na nich suszarni. (Zbyszek - prezes)
c) należy zorientować się w rynkach zbytu i potencjalnych zyskach z produkcji i sprzedaży ziół. (Adam - wiceprezes)
d) jakoś po świętach jedziemy na lawendowe pole (ja,my)
3. W punkcie trzecim mojej wizyty przysłużyłem się społeczności lokalnej przewożąc sołtysowej na rowerze chyba z 5 kilo jaj zakupione w sąsiednich Pawlikach. Nie stłukło się ani jedno! :) Po drodze robiliśmy inspekcję "wyremontowanej" drogi pomstując na niedbalstwo i fuszerkę drogowców. No bo kto to widział, żeby zasypać dziury w drodze sypkim żwirem a spychaczem przejechać tak, że na poboczach porobiły się zwały? No kto? No ale przy okazji zobaczyłem Pawliki i sławny plac, na którym ma stanąć boisko i plac zabaw dla dzieci.
4. Ten piękny dzień zakończyłem drożdżówką w wykonaniu sołtysowej w towarzystwie herbaty miętowej. W kuchni.
5. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku odjechałem w stronę zachodzącego słońca, a mój rower niósł mnie lekko (i bezawaryjnie) przez całą 7 kilometrową drogę do Nidzicy.
PS Po drodze odwiedziłem księdza w Kanigowie z którym uciąłem sobie sympatyczną pogawędkę o światowej polityce, kryzysie na Bliskim Wschodzie i efekcie motyla. "Miło" - jak na pożegnanie stwierdził wyżej wymieniony.
Sfuszerowana droga to ta, a wieś za nami to Kamionka.

















