środa, 7 lutego 2007

KANIGOWO...

Dzisiejsza rozmowa z proboszczem to uwieńczenie dłuższej pracy. Montujemy minipartnerstwo dla Kanigowa – wsi oddalonej zaledwie 1 km od Kamionki. Kanigowo ma kooperować z Kamionką i być współbeneficjentem przemian, które tutaj zachodzą. Nasza inicjatywa ma nie tylko osiągnąć wybrany, pojedynczy cel, którym będzie remont zabytkowego cmentarza ale rozkręcić mieszkańców do działania. To dopiero zalążek takiej współpracy, pierwsze robocze spotkanie. Ustalimy na nim datę renowacji, program działań
towarzyszących, rolę wszystkich partnerów. Pojawi się proboszcz jako osoba ciesząca się niekwestionowanym autorytetem w Kanigowie, sołtys – lider lokalnej społeczności oraz dyrektor „Dwójki” – szkoły nr 2 w Nidzicy, który ma wiedzę techniczną potrzebną do wykonania tego zadania, a na koncie sporo odrestaurowanych zabytków. Będzie także Justyna – początkująca dziennikarka „Gazety Nidzickiej” i przyszła animatorka życia społecznego, bez której pomocy i pośrednictwa trudno byłoby zorganizować takie spotkanie. Rolę towarzyszącą i inspirującą zostawiam dla siebie. Dziś udało się potwierdzić uczestnictwo i chęć wzięcia udziału w projekcie wszystkich partnerów. To już bardzo dużo. Z proboszczem widziałem się pierwszy raz. Przemiły gość. Z dyrektorem rozmawiałem przez telefon. Sołtys przyjedzie razem z księdzem. Spotkanie o 10.00 w piątek. Zobaczymy.
Coraz więcej myślę o komplementarności swoich działań. Żeby to nie były wykwity pojedynczych pomysłów, ale ustrukturyzowione i w jakiś sposób wzajemnie się dopełniające interwencje. I tak sobie myślę, że jeśli się uda zrobić akcję z cmentarzem, za nią potoczy się lawina pozytywnych wypadków. Czuję kolosalną chęć działania, wolę czynienia, motywację. Mała iskierka wystarczy, żeby rozniecić z tego ogień. Ale nie uprzedzajmy wydarzeń. No i nie wolno nam być zbytnimi optymistami.

Zdziwienie

Pani Basia stwierdziła dziś, że ma dość akuszerowaniu stowarzyszeń w okolicznych wsiach nidzickich. Pomogła zakładać już trzy i teraz wszyscy domagają się troski i zainteresowania. Zaczęła odmawiać, ponieważ na zakładaniu zazwyczaj się nie kończy i żąda się do niej coraz więcej czasu i uwagi. „Ja sama a ich tylu. Można odnieść wrażenie – powiedziała mi dziś – że to mnie zależy bardziej na powstaniu stowarzyszenia niż mieszkańcom, którzy sami mają przecież je tworzyć i w nim sobie działać”. A do tego ten przewodnik „Jak zakładać stowarzyszenie w mojej wsi”, który napisałem. Fundusz Lokalny go dystrybuuje i jest coraz więcej chętnych. Po prostu klęska urodzaju. Albo niezamierzona wielodzietnosc.

No i pani Basia miała problem.
A co z nim zrobiła? Nie, nie rzuciła pomysłu w kąt, nie rozbeczała się, odwrotnie – wzięła się za niego globalnie! Wystąpiła do FIO z projektem utworzenia punktu doradztwa dla nowych i rozwijających się NGOs’ów w powiecie nidzickim (par excelance, w pięknym i odnowionym pomieszczeniu, tuż pod wieżą ratuszową) ze stałymi godzinami pracy. Błyskotliwe? Tak! Proste? Tak!! Genialne? Tak!!! W punkcie raz w tygodniu będzie dyżurować czterech specjalistów z różnych dziedzin, którzy udzielać będą fachowych porad, doradzać początkującym aktywistom, i co ważne – poznawać wszystkich ludzi działających tutaj w obszarze społecznym.
Z miejsca zakochałem się w tym pomyśle. Nie tyle w idei utworzenia takiego punktu, co w prostym w przełożeniu problemu w rozwiązujące go globalne działanie. W S P A N I A Ł E !

Pani Basia zaprosiła mnie i Justynę na spotkanie w piątek dot. programu „Działaj Lokalnie”. Kamionka, z pomysłem utworzenia u siebie stowarzyszenia, może już w nim uczestniczyć jako grupa nieformalna. To dobra wiadomość. Jak się zakłada stowarzyszenie trzeba dać coś ludziom do roboty. I najlepiej jak znajdują się na to pieniądze. Będą działać. Już moja w tym głowa.

Brak komentarzy: